Postawienie Kaczyńskiego i Ziobry przed Trybunałem Stanu jest - moim zdaniem - przemyślanym i dobrze przygotowanym zagraniem politycznym. To zagranie wcale nie pijarowskie. Nie można oczywiście wykluczyć, że przyniesie też pijarowskie profity, ale nie to stanowi jego najważniejszy element.
Jest niemal pewne, że postawienie obu panów na tej samej płaszczyźnie i uwikłanie ich w identyczną sytuację procesową wcale ich do siebie nie zbliży. Wręcz przeciwnie - prawdopodobnie zmusi każdego z nich do działania zupełnie odrębnego i grę na siebie. Jest mało prawdopodobne, aby po dramatycznym rozstaniu teraz zgodnie współdziałali, mimo że jest to w ich interesie. Obaj bowiem, co wielokrotnie pokazywali, działają na swoje nieszczęście, emocjonalnie. Nie można więc wykluczyć, a nawet można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że grając na siebie, nie będą grać wobec siebie czysto i fair. To prezent dla Platformy!
Orzeczenie Trybunału Stanu uznające, że doszło do naruszenia Konstytucji i co za tym idzie restrykcje z tym orzeczeniem związane stanowią bardzo poważne zagrożenie dla dalszej kariery każdego polityka. Takie orzeczenie może tę karierę skutecznie i definitywnie zakończyć, albo przerwać na długie lata. Jest zatem o co walczyć. Tym bardziej, że jak wielu sądzi i pewnie ma rację, orzeczenie Trybunału niekoniecznie będzie pozbawione ostrza ideologicznego i politycznego. Skład Trybunału skłania do takiej konstatacji.
Zagranie więc wnioskiem o postawienie przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego i Ziobry zmusza ziobrystów i pisowców do aktywnego przeciwstawienia się temu i do bezwzględnej obrony swych przywódców. Obrony za wszelką cenę. I to obrony niekoniecznie solidarnej, a nawet - co też jest prawdopodobne - zupełnie niesolidarnej.
Nie można wykluczyć, że w toku procesu dojdzie do wzajemnego wyżynania się i walki na śmierć i życie dotychczasowych przyjaciół i partnerów. Ziobryści są wobec PISu w defensywie. Wciąż muszą walczyć o swoje miejsce na scenie politycznej i nie mogą sobie pozwolić na wyeliminowanie tak rozpoznawalnego przywódcy, a jednocześnie podstawowego atutu ruchu. Walczyć więc będą bezwzględnie o swoje być, albo nie być.
Pisowcy natomiast mają w sercu wciąż niezabliźnioną ranę ziobrzej zdrady. Przyciśnięci do muru też nie będą przebierać w środkach chcąc swych niedawnych kompanów, a obecnie zadeklarowanych wrogów i konkurentów do radykalnej prawicy - zniszczyć.
Proces przed Trybunałem może więc przekształcić się w walkę gladiatorów, podczas gdy na widowni siedzieć będą autorzy wniosku i jego beneficjenci, odcinając profity tej operacji..
Niezależnie od tego samo złożenie wniosku umiejętnie wikła pozostałe fragmenty sceny politycznej w walkę dwóch gigantów - PO i PIS. Nie pozwala im bowiem na zajęcie wygodnego stanowiska obserwatora sceny i czekanie na to, co z tego wszystkiego wyniknie.
Konieczność uzyskania dla wniosku poparcia 276 głosów zmusza całą scenę polityczną do zdefiniowania się. Jest to na rękę Platformie, bowiem poparcie wniosku ponownie definitywnie tę scenę dzieli, czyniąc PIS i Ziobrystów jeszcze bardziej samotnymi.
Jednocześnie pozbawia PSL możliwości dokonania w przyszłości nieprzyjaznego wobec PO manewru, bo poważnie utrudnia przyszłe alianse PSL z Pisem. Poparcie przez PSL wniosku o postawienie Kaczyńskiego w stan oskarżenia nigdy PSL-owi nie zostanie przez PIS wybaczone. Nie poparcie wniosku wywołać natomiast może trudny do przewidzenia w skutkach gniew Platformy.
Nie trzeba dodawać, że wniosek znajdzie entuzjastyczne poparcie w Ruchu Palikota i w SLD.
Zatem, za jednym zamachem Platforma uzyskuje mnóstwo korzyści, nie tracąc niczego.
Dodatkowym bonusem tej operacji jest możliwość przykrycia niekorzystnej tendencji w odbiorze aktualnej polityki rządu.


